Od pół roku król Maroka Mohammed VI znajduje się pod ogromną presją – reformami i nową konstytucją pragnie uspokoić naród.

Maroko | Billboard z wizerunkiem króla w marokańskim Taroudant
Maroko | Billboard z wizerunkiem króla w marokańskim Taroudant (by rebcal)

Aby referendum nad nową konstytucją przebiegło pomyślnie, 47-letni monarcha nakazał ogłosić w kontrolowanych przez państwo meczetach, co poddani mają robić: głosowanie na „tak” jest narodowym i religijnym obowiązkiem. Nie było więc niespodzianki, kiedy według oficjalnych danych 98% wyborców głosowało za nową konstytucją – nawet, jeśli są wątpliwości, czy głosowanie było do końca „czyste”, a opozycja mówi o oszustwie wyborczym i „bananowej monarchii”.

Według nowej ustawy zasadniczej Mohammad VI pozostaje „przywódcą wiernych” i najwyższą religijną instancją marokańskich muzułmanów. Na przyszłość premier rządu i parlament, którzy dotychczas stali w cieniu dworu, otrzymają parę nowych uprawnień, ale bez podejmowania konkretnych decyzji. Królowi przysługuje ostatnie słowo we wszystkich ważnych sprawach. Państwowa propaganda zapewnia, że marokańskie reformy uczynią z autorytarnego królestwa monarchię demokratyczną.

Rządy zachodnie chwalą nową konstytucję, jako „ważny krok”. Europa ma nadzieję, że Maroko uniknie rewolucyjnych niepokojów, które wstrząsnęły Tunezją, Libią i Egiptem.

Tylko młode ruchy protestacyjne, domagające się więcej demokracji, są głęboko rozczarowane „pseudo reformami”, które są „niedemokratyczne”. Jak twierdzą przywódcy Ruchu „20 Lutego”, którego nazwa pochodzi od daty masowych protestów w kraju, król również w przyszłości będzie rządził wszystkimi instytucjami.