Nie ma przepisu na idealną wycieczkę do wybranego zakątka świata. Każdy z nas ma swój sposób na to, by zobaczyć jak najwięcej, by być usatysfakcjonowanym z podróży, by mieć jak najlepsze wspomnienia. O swojej wycieczce do Maroka postanowiła opowiedzieć nam nasza czytelniczka Małgosia:

Maroko | As-Sawira i błękitne łodzie
Maroko | As-Sawira i błękitne łodzie (by Cuyahoga )

Zainspirowana krótkim filmem o Maroku, znalezionym w sieci, postanowiłam opowiedzieć Wam o mojej podróży do tego niezwykle kolorowego kraju.

Może zacznę od przygotowań. Przed każdym wyjazdem sporządzam listę miejsc, które chciałabym zobaczyć, potraw, których chciałabym spróbować oraz rzeczy, które koniecznie muszę kupić. Jest to bardzo pomocne, zwłaszcza gdy jest się w danym miejscu po raz pierwszy. Przygotowując się po podróży przeszukuję też zawsze Internet w poszukiwaniu najpopularniejszych atrakcji i miejsc, które szczególnie warto zwiedzić, czyli zazwyczaj są to wszelkie muzea, parki, kościoły, itp. Coraz częściej okazuje się jednak, że akurat ta lista szybko idzie w zapomnienie.

Są takie miejsca, których grzechem byłoby nie zobaczyć będąc w danym kraju, np. Koloseum w Rzymie albo Placu Dżemaa el-Fna w Marrakeszu – są to wizytówki tych miast. Z każdym wyjazdem zaczęłam jednak nieco inaczej postrzegać zwiedzanie. Już nie biegam od muzeum do muzeum, nie odhaczam na kartce kościołów, które zobaczyłam, czy nie szukam pomników wymienionych w przewodniku. Większą przyjemność sprawiają mi spacery po mniej uczęszczanych przez turystów uliczkach, spożycie posiłku w tradycyjnym barze, w którym stołują się tylko mieszkańcy, zrobienie zakupów z dala od centrum.

Niestety, nie pamiętam już eksponatów z marokańskich muzeów, nazw meczetów czy parków. Doskonale za to zapamiętałam smak przepysznych krewetek w barze, gdzie byłam jedyną kobietą, gdzie na stołach leżały ceraty, a w lodówce chłodziła się „kranówka” w butelkach po Coli. Pamiętam spacery pomiędzy starymi kamienicami i klimatycznymi sklepami, mającymi w ofercie m. in. jajka, gdzie kury chodziły sobie po sianie wyłożonym na płytki albo sklep mięsny, z wiszącymi nad ladą wielkimi kawałkami wołowiny. Zapadł mi też w pamięć sklep herbaciano-kosmetyczny, w którym sprzedawał przesympatyczny, chudy i bezzębny pan, kojarzący prezydenta Bronisława Komorowskiego.

Słynny Dżemaa el-Fna w Marrakeszu niestety nie zrobił na mnie wrażenia. Czułam się jak w klatce, z każdej strony nagabywana, ciągnięta za ręce. Niezwykły urok miały jednak uliczki obok, gdzie dzieciaki bawiły się  w berka, kobiety wracały z pełnymi torbami zakupów, a koty leniwie przeciągały się pod drzwiami.

Taki sposób zwiedzania pozwala nam lepiej poznać prawdziwy urok danego kraju oraz jego mieszkańców. W miejscach mniej obleganych przez turystów nie będziemy „bogatymi Europejczykami”, których można naciągnąć, ale ludźmi, którzy chcą poznać autentyczne oblicze miejsca, do którego przyjechali i historie jego mieszkańców.

Nie zniechęcam nikogo do odwiedzania muzeów! Uważam jednak, że powinniśmy podejść do tego zdroworozsądkowo i postarać się poznać kraj z każdej strony, zarówno od tej historycznej, jak i teraźniejszej, bez zatracania się w ślepym biegu z mapą w ręku.

Maroko | Zwiedzać można na wiele sposobów
Maroko | Zwiedzać można na wiele sposobów (by JimboChan )